Wybaczycie mi tę ciszę?
Ostatnio mój dzień kręci naprzemiennie - dzieci,praca,nauka,dzieci,praca,nauka.Czasem dojdzie fotografia, którą postanowiłam "ożywić" ( przy okazji serdecznie Was zapraszam na moją stronę http://www.olasanta.com ).
Czy czytam?? CZYTAM! Tylko niekoniecznie to, o czym można pisać na blogu. Głównie biologię i chemię z przerwami na "Nagrody" ( ciągnę od miesiąca choć książka świetna!)
Są też książki dla dzieci,które czekają na recenzję.
Tęsknię za tym blogiem ;) choć na Wasze blogi zaglądam regularnie i pluję sobie w twarz,że tyle cudnych książek mnie omija...
Życie.
wtorek, 15 listopada 2011
czwartek, 13 października 2011
poniedziałek, 10 października 2011
"Koszmarny Karolek w samochodzie" czyli jak dziecięce książki bawią dorosłych :)
"Karolku, czekamy na ciebie!
-Karolku,zejdź na dół!
-Karolku, ostrzegam cię!
Koszmarny Karolek siadł na łóżku naburmuszony.Jego nikczemni rodzice mogli go sobie jeszcze długo ostrzegać.On się nie ruszy.
-Karolku,przez Ciebie się spóźnimy!- krzyczała z dołu mama.
-I o to chodzi!! - krzyknął Karolek."
Przedstawiam Wam książkę dla dzieci, którą czytałam do końca pomimo tego,że młoda poszła już dawno spać.
Karolek- inteligentny, podstępny, zły na rodziców, zły na brata, pomysłowy i chodzący własnymi ścieżkami.
Damianek - przeciwieństwo swojego brata Karolka. Ułożony, typowy "lizusek", wywyższający się nad Karolkiem.
Rodzice... - współczuję rodzicom,tyle mogę tylko napisać :)
Wymiotująca Wera - niemowlę,o które toczy się cała wojna.
Karolek bardzo chce iść na urodziny kolegi Olo. BARDZO CHCE IŚĆ. A to oznacza wykorzystanie wszystkich możliwych środków by dopiąć swego. Jego plany krzyżują jednak zbliżające się chrzciny Wymiotującej kuzynki Wery. Wyobrażacie sobie? Zabawę w Aero Rodeo zniweczyło wrzeszczące niemowlę! Karolek postanawia więc opóźnić wyjazd, nie dopuścić do wyjazdu a w końcu uprzykrzyć go rodzicom jak tylko się da.
Jeśli dodać do tego denerwującego Damianka, który przykładnie gotów jest do wyjazdu robi się niezła draka.
I dobrze,że się robi ;) Bo historia jest przezabawna a dialogi wywołują głośny śmiech (głównie rodziców). Są życiowe w 100% i pewnie dlatego tak śmieszne :)
Współczuję rodzicom Karolka i po cichu cieszę się,że mam dziewczynki chociaż... kto wie czy i mnie nie czeka taka sama historia. Wtedy z pewnością przestanie być zabawnie :)
piątek, 7 października 2011
Ściska mnie w gardle.. "Życie na drzwiach lodówki"
Moje córki są dla mnie najważniejsze na świecie
a strach przed utratą kogoś bliskiego paraliżujący. Gdybym wiedziała o czym jest ta książka, nie zaczęłabym jej czytać.
Ale wpadłam po uszy,bo wystarczy przeczytać kilka pierwszych zdań i nie można przestać.
Poznajemy matkę i córkę. Mama- lekarz, zapracowana, zaniedbująca swoje dziecko, dziewczyna ma lat 15 i jest w okresie gdy potrzebuje mieć kontakt z mamą a jednocześnie przeżywa swoje pierwsze miłości.
Obie się mijają. Jedna przychodzi do domu,druga chwilę wcześniej wyszła. Nie mają czasu na rozmowy, nie mają czasu na wspólne chwile i wreszcie...nie mają czasu by w okresie pożegnania nadrobić te wszystkie lata.
Ich życie zapisane jest na kartkach przyczepionych do lodówki,bo w ten sposób się porozumiewają.
Gdy przychodzi moment, w którym bliskość jest najważniejsza nie potrafią mówić, żalić się, przygotować na rozstanie- ciągle tylko piszą.
"Mamo, nie mogłam być rano- wrócę późno,czy coś się dzieje"
"Claire, byłam taka słaba..."
A gdy matka po kolejnych chemioterapiach nie ma sił na pisanie , córka dalej pisze. Do końca.
To przerażająca a jednocześnie cudowna historia. Kulka w moim gardle rosła z każdą stroną.
Mówiąc szczerze, to nie była odpowiednia książka dla mnie. Teraz myślę jeszcze więcej i mam cały czas łzy w oczach.
Dalej...nie wiem co powiedzieć...
czwartek, 6 października 2011
Kryzys czytelniczy mnie dopadł, codzienność zdławiła chęć przeniesienia się do innego świata. Ale na szczęście powoli mija i przebijam się sprawnie przez "Lód w żyłach" szykując się jednocześnie do audiobooka Zafona ( w końcu już niedługo kolejna część!!)
Jesień nas rozpieszcza. Dziwne,że właśnie w te złote,piękne dni, gdy jest mi tak dobrze nachodzą mnie sentymenty i ciężkie przemyślenia.
Wrócę.
poniedziałek, 26 września 2011
Moja sekretna dieta i "Domowy fitness - zapomnij o siłowni!"
Chciałam nagrać recenzję video tej książki, ale za długo mi to zajmowało, więc zdecydowałam się przedstawić ją tradycyjnie.
Z dietami,ćwiczeniami,postanowieniami borykam się od dawna. Moja waga w ciągu ostatnich 4 lat wzrastała i spadała - w ciąży 25kg do przodu, po ciąży spadek, znów wzrost,znów spadek. Przyznaję- uzależnienie od słodyczy,serów i makaronu nie działa dobrze :) Dla takich łasuchów jak ja jedynym ratunkiem sa ćwiczenia albo przeprogramowanie mózgownicy.
Z przeprogramowaniem różnie bywało, o czym zaraz, z ćwiczeniami także :)
Nie zastanawiałam się którą książkę z MUZY wybrać, gdy przyszedł mail z nowościami.
To nie jest kolejna książka z ćwiczeniami. To solidny, konkretny program na usprawnienie, zbudowanie mięśni, utragtę kilogramów. Co dziwi w pierwszej kolejności, to wygląd- na spirali, kartki przecięte na pół. Jedna część przedstawia opisy ćwiczeń, zdjęcia i rady a druga to program z wyszczególnieniem stopnia zaawansowania i celu (inny jest na budowanie masy, inny na stratę kg). To ogromny plus.
Głównym założeniem tej książki jest stworzenie domowej siłowni dzięki "substytutom" ciężkich sprzętów- piłce, lince, ciężarkom. Podliczyłam, że aby zastosować się do ćwiczeń w książce należy wydać ok.150zł - mniej niż karnet miesięczny na siłownię, więc jest to drugi plus. Idealne wyjście dla zapracowanych.
Opowiadałam Wam kiedyś o książce "100 sekretów diety". Sądze,że połączenie "Domowego fitnessu" z tą pozycją to gwarancja sukcesu :)
Powinny być sprzedawane w pakiecie.
A co do diety jeszcze. Opowiem Wam o diecie, która przyniosła najlepsze efekty. Podczas stosowania jej nie tylko codziennie widziałam niższą wage ale też odzyskałam energię i chcę ponownie się do niej zastosowac a najlepiej zwyczajnie zmienić swoje przyzwyczajenia.
1) Mało pieczywa. Mało, nie oznacza wcale. Dbałam za to o jakość - zamiast zwykłych bułek kupowałam małe, otrębowe, ciemne... takie,które lubię najbardziej. Jadłam np. 2 takie maluchy na śniadanie, do tego serek wiejski z ogórkiem i dobrymi przyprawami.
2) Smak - musiało być pysznie. Do pracy nosiłam ze sobą pakiet ulubionych przypraw, dzięki którym zwykła sałata stawała się przysmakiem
3) Czas- jadłam niewiele ale za to powoli. Delektowanie się każdym kęsem pomaga ;)
4) Warzywa- właściwie w każdym posiłku były warzywa. Zrezygnowałam ze spaghetti z cięzkim sosem na rzecz penne z pomidorami,tuńczykiem i sałatą.
5) Śniadanie, przekąska,obiad,przekąska- finito. :) Ale najwazniejsze,że ten obiad mógł być syty z zastosowaniem zasady smaku i jakości. Odpadało więc śmieciowe,szybkie jedzenie. Odpadał tłuszcz, zupki chińskie i wszystko co proszkowane. Własnie wtedy odkryłam tortillę ze szpinakiem, tuńczykiem/łososiem i serem pleśniowym (o kurcze,zgłodniałam).
6) Magiczna godzina 18.00 - po tej godzinie lodówka na klucz!
7) Słodycze - wyszłam z założenia,że skoro ochota na czekoladę jest tak ogromna to wolę zjeśc coś słodkiego teraz niż objadać się później pączkami :) Tu pomocne były batoniki Corny - słodkie i mało kaloryczne.
8) I teraz najlepsze!! NAGRODY!!!!
Za każde 2kg kupowałam sobie ksiązkę :) HA! Ja wiem,że ten punkt podoba się Wam najbardziej. Motywowało mnie to równie mocno jak cyferka na wadze.
Chyba o niczym nie zapomniałam.
Wracając do książki - nie ma innej możliwości. Jeśli zastosujecie dietę i te ćwiczenia ( a są tam ćwiczenia, których sami byście nie wymyślili choć są banalnie proste :) ) to schudniecie, wrócicie do formy i wyćwiczycie całe ciało.
A do sukcesu prowadzi jedno słowo- motywacja.
poniedziałek, 19 września 2011
Laura w krainie książek ;-)
niedziela, 4 września 2011
:) Gadżet :)
Kilka dni bez internetu zaowocowały amatorską wstawką , która bedzie pojawiać się przez recenzjami :)
co sądzicie?
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



