Ten moment gdy wiadomo,że to JUŻ jest jak granica, za którą trzeba pozostawić codzienność. Zaraz znowu się narodzi.
I nie, wcale nie chodzi o to, że przy trzecim to już rutyna bo matką jestem od 8 lat.
To nowe macierzyństwo, nowe uczucie, nowy strach, nowe połączenie, jakby serce nowe.
Tworzy się nić. Pielęgnuję ją w sobie przez 9 miesięcy. Cieszę się z każdego grama, który we mnie rośnie , zamartwiam o najmniejszy ból , drżę gdy mały człowiek nie rusza się dłużej niż 20 minut i tak samo drżę gdy przez 20 minut rusza się bez przerwy. Dlaczego? Przecież się nie znamy. Ona nie wie jak wyglądam a ja nie znam koloru jej oczu ale jest moja. Najcudniejsza choćby nie wiem co. Równie cudna co siostry i zupełnie różna od nich. To nowa nić i kompletnie inna więź.
Pojawi się nieznośny ból i zwątpienie , lęk i brak sił- wiem to. Znowu przekroczę swoje możliwości i poznam siebie z drugiej strony. Znów poczuję tę przekobiecość brutalnie wytarzaną w fizjologii. Przekręcą mi się priorytety, świat stanie na głowie między jednym (zbyt długim) skurczem a drugim a ja mimo to w połowie będę z córkami, które nieświadome będą stawały się starszymi siostrami a córką, która nie ma pojęcia jaki ogrom przestrzeni czeka ją po drugiej stronie. Jak łącznik.
Rodzi się matka. Rodzi się córka. Rodzi się siostra.
Gdy maluch leży na sali w nie do końca miłym szpitalnym kaftanie a obok wykończona kobieta musi stawić czoła tej ogromnej odpowiedzialności bez względu na to czy może bez jęknięcia usiąść na łóżku wokoło tworzy się świat niewidzialny dla innych.
Gdy własne słabości schodzą na drugi plan .
Gdy płacz tego mini-człowieka woła o mleko, ciepło, ukojenie i woła tylko JĄ.
Gdy ONA zawoła MNIE.
To będzie ta chwila , w której się w siebie zapatrzymy. I będziemy trwały takie zapatrzone przez lata.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatnie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 marca 2016
poniedziałek, 19 października 2015
"Położna. 3550 cudów narodzin" vs rzeczywistość.
Sięgnęłam po ten tytuł nie bez powodu.
Po pierwsze- czekam na pojawienie się na świecie Kalinki.
Po drugie- mam za sobą lepsze i gorsze doświadczenia z porodówki.
Po trzecie- byłam ciekawa jak na ten temat można spojrzeć inaczej.
Jeannette Kalyta to kobieta, która niemalże od urodzin skazana była na jeden z piękniejszych zawodów świata. Cały wszechświat pokazywał Jej, że położnictwo to droga, którą powinna pójść.
Poznajemy historię pierwszych kroków na porodówce, widzimy obraz zza kulis- gdy przełożone nie zawsze są przychylnie nastawione a lekarze nie popierają nowych "zachodnich" technik (później tak propagowanych przez prorodzinne instytucje).
Mamy tu zbiór historii porodowych i około porodowych, które zdarzyły się na prawdę (i nie, nie nastawiajcie się na krzyk i krew) pomiędzy którymi poznajemy karierę autorki i jej dochodzenie do etapu, w którym jest teraz.
Czytając historie par miałam wrażenie, że ta książka wcale nie jest o porodzie a o emocjach i tym co rodzi się wraz z narodzeniem dziecka. Czy może być coś piękniejszego niż narodziny matki? Narodziny ojca? Babci? Siostry?
To jak przejście transformacji , wyjście z kokonu. Dla mnie absolutnie magiczne.
Wszystkie opowieści z porodówek są przedstawione na tle różnych "epok"- gdyż każdy krok w kierunku ludzkiego traktowania kobiet to jak kamień milowy ku cywilizacji.W każdej z nich J.Kalyta była osobiście i swoim oddaniem popychała rozwój dalej i dalej i dalej....
ALE...
Było mi smutno czytając tę książkę.
Wizje idealnych porodów, piłki, wanny, świeczki, muzyka, cisza, respektowanie potrzeb. Czy to nie nazbyt idylliczne ?
Rodziłam dwa razy. Za każdym razem wybierając ten sam szpital, licząc na zmiany ale będąc jednocześnie świadoma ograniczeń tego miejsca.
Panie na izbie przyjęć już dawno powinny usiąść przy szydełku i krzyżówkach (i to również pokazała książka). Przerażona kobieta przychodzi do szpitala a zmęczona życiem położna robi focha, że musi wypisać jakikolwiek dokument.
Kobietę boli? Ale niech nie przesadza! Na pewno nie wie co mówi ( położna w końcu taka doświadczona ).
Przykrótkie koszulki, o których wspomniała J.Kalyta, a które to przedstawione były raczej jako przeszłość obowiązują nadal. Wstyd? Na szczęście w takich chwilach moda nie bardzo się liczy ani też wystający tyłek.
W moim szpitalu nie było piłek, nie było możliwości chodzenia. Było leżenie na plecach pod KTG (pomimo,że porody żadnych komplikacji nie miały) i zakaz picia,jedzenia,wstawania. Był też nieznośny ból krzyża, którego Dolargan (narkotyk) nie łagodził a wręcz nasilał lęk przed reakcją własnego ciała.
W moim szpitalu nie było tulenia się do dziecka przez choćby 5 minut. Chwilowe zbliżenie do skóry i do widzenia- dziecko ląduje w plastikowym łóżeczku pośród innych zmęczonych i przestraszonych dzieci. W moim szpitalu płaciłam za dodatkową opiekę położnej a mimo to...
Ech.
Teraz będzie tak samo. Od ostatniego wypadu na porodówkę minęło 5 lat. Czy jest inaczej? Wątpię.
Ale znam te miejsce, wiem gdzie jest łazienka, wiem jak wygląda sala, wiem czego się spodziewać. Mniej się boję bo wiem,że jestem zdana na siebie a opłacenie położnej jest tylko złudnym poczuciem bezpieczeństwa.
Być może tylko w moim szpitalu tak jest. Być może są miejsca ludzkie, gdzie porody przedstawiane przez tę wspaniałą położną z książki na prawdę mają miejsce.
Przeczytałam o nich w książce, która dała mi większą świadomość procesów, które zachodzą i będą we mnie zachodzić. Każdej mamie i przyszłej mamie gorąco polecam.
czwartek, 1 stycznia 2015
Filmik- prezenty świąteczne
Kolejny filmik- mocno "na luzie" :) Widzę po statystykach, że do mnie zaglądacie- dziękuję! Miło mi będzie jeśli zostawicie po sobie choćby kropkę w komentarzu- będę wiedziała kto, a jeśli prowadzicie bloga chętnie odwiedzę też Was. Trochę jestem zacofana jeśli chodzi o nowe blogi i zatrzymałam się na etapie książkowa i moni-libri. Hop,hop! jest tu ktoś nowy?
Wspominałam w filmiku o postanowieniach na Nowy Rok. Część zostawię dla siebie ale kilkoma mogę się podzielić:
Zrzucić 10kg - nie jest to tylko puste życzenie. Niestety przez leki, którymi się w 2014 roku trułam moja waga skoczyła mocno do góry i obym mogła je odstawić w tym roku. Do tego zdrowe odżywianie i będzie git :) Na szczęście (przynajmniej do tej pory) łatwo chudnę (i równie łatwo przybieram :/) więc nie powinno mi to zająć więcej niż 2 miesiące.
Weganizm- powoli, stopniowo chcę z wegetarianizmu zejść na level wyżej. Zaczynam od "już" choć uzależnienie od serów jest przeogromne to nie mogę się pogodzić z tym całym wstrętnym mleczarskim przemysłem. Może znajdę wytwórnię serów, która robi je w normalny,naturalny sposób bez zabijania niewinnych stworzeń? (jest w ogóle taka?)
I wreszcie książki - chcę zrobić listę moich książek i losować sobie raz w tygodniu numer książki, którą muszę przeczytać. W mojej domowej biblioteczce uzbierało się TYYYYLE tytułów, które czekają OD LAT na przeczytanie, że chcę wreszcie zrobić z tym porządek.
Tworzenie takiej listy zacznę jeszcze dziś a losowaniem pochwalę się na instagramie albo youtubie (ach,jaka jestem uspołeczniona).
Zapraszam do oglądania mojej paplaniny :)
Wspominałam w filmiku o postanowieniach na Nowy Rok. Część zostawię dla siebie ale kilkoma mogę się podzielić:
Zrzucić 10kg - nie jest to tylko puste życzenie. Niestety przez leki, którymi się w 2014 roku trułam moja waga skoczyła mocno do góry i obym mogła je odstawić w tym roku. Do tego zdrowe odżywianie i będzie git :) Na szczęście (przynajmniej do tej pory) łatwo chudnę (i równie łatwo przybieram :/) więc nie powinno mi to zająć więcej niż 2 miesiące.
Weganizm- powoli, stopniowo chcę z wegetarianizmu zejść na level wyżej. Zaczynam od "już" choć uzależnienie od serów jest przeogromne to nie mogę się pogodzić z tym całym wstrętnym mleczarskim przemysłem. Może znajdę wytwórnię serów, która robi je w normalny,naturalny sposób bez zabijania niewinnych stworzeń? (jest w ogóle taka?)
I wreszcie książki - chcę zrobić listę moich książek i losować sobie raz w tygodniu numer książki, którą muszę przeczytać. W mojej domowej biblioteczce uzbierało się TYYYYLE tytułów, które czekają OD LAT na przeczytanie, że chcę wreszcie zrobić z tym porządek.
Tworzenie takiej listy zacznę jeszcze dziś a losowaniem pochwalę się na instagramie albo youtubie (ach,jaka jestem uspołeczniona).
Zapraszam do oglądania mojej paplaniny :)
czwartek, 25 grudnia 2014
Balianna's return!
Witam Was Świątecznie :) Jesteśmy w samym środku Świąt a ja myślami zaczynam wybiegać w kierunku Nowego Roku.. Jednym z postanowień jest powrót na tego bloga i do nagrywania filmów :) Przy okazji nagrywania tego powyżej (zapraszam!) zrozumiałam jak kiepsko moja kamera radzi sobie ze sztucznym światłem. Na szczęście za 1.5 miesiąca urodziny i już wiem co sobie zamówię u miłych gości.
Nie będę się teraz rozpisywać, każdy jest zabiegany i myśli o rodzinie a nie blogach. W następnych wpisach / filmach pokażę Wam moje prezenty świąteczne i trochę sobie ponarzekam na prezenty dla dzieci. A teraz zapraszam Was na 7 minut ze mną :P
środa, 16 lutego 2011
czwartek, 3 lutego 2011
Sesja i matczyne dylematy
Sesja - zasypiam na siedząco. Po ostatniej nocnej nauce na egzamin z ekonomii nie mogę dojsc do siebie i mój organizm błaga o senną regenerację. Nic z tego. W sobotę łacina, trzeba jakoś przetrwać.
Z dwójką małych dzieci, pracą i zajmowaniem sie domem naprawdę ciężko mi ogarnąć całość materiału. W dodatku ponownie odbywam kurs na prawo jazdy (2 lata temu robiłam,ale nie skonczylam) i rozbijam się autkiem po mieście ;)
Oczywiście podczas dziejszych jazd wyszło moje niedospanie i reakcja na różne sytuacje niekoniecznie była tak sprawna jak powinna być.
Lilka...przyprawia moje matczyne serce o nerwy :) Ja wiem,każde dziecko rozwija się po swojemu, różne etapy pokonuje w innych miesiącach ,ale moja mała jest wyjątkowo oporna na elementy tj przewracanie się na brzuch czy z brzucha na plecy. Emocjonalnie wydaje się być ok - śmieje się w głos, reaguje na wszystko, piszczy do zabawek, chwyta wszystko co jest w zasięgu jej rąk ale leżenie na brzuchu zdecydowanie nie należy do jej ulubionych. Martwię się..są dzieci,które na tym etapie siedzą albo pełzają a ona patrzy swoim cielęcym wzrokiem i zdaje się pytać powolnie "ale ooo cooo choooodzi? Mam czaaas". Może to wynika z jej baardzo spokojnego temperamentu? Zawsze bylam straszną panikarą i muszę sama siebie przekonywać, że ma faktycznie czas.
Cóż... kończe, ius lacinus czeka...
Z dwójką małych dzieci, pracą i zajmowaniem sie domem naprawdę ciężko mi ogarnąć całość materiału. W dodatku ponownie odbywam kurs na prawo jazdy (2 lata temu robiłam,ale nie skonczylam) i rozbijam się autkiem po mieście ;)
Oczywiście podczas dziejszych jazd wyszło moje niedospanie i reakcja na różne sytuacje niekoniecznie była tak sprawna jak powinna być.
Lilka...przyprawia moje matczyne serce o nerwy :) Ja wiem,każde dziecko rozwija się po swojemu, różne etapy pokonuje w innych miesiącach ,ale moja mała jest wyjątkowo oporna na elementy tj przewracanie się na brzuch czy z brzucha na plecy. Emocjonalnie wydaje się być ok - śmieje się w głos, reaguje na wszystko, piszczy do zabawek, chwyta wszystko co jest w zasięgu jej rąk ale leżenie na brzuchu zdecydowanie nie należy do jej ulubionych. Martwię się..są dzieci,które na tym etapie siedzą albo pełzają a ona patrzy swoim cielęcym wzrokiem i zdaje się pytać powolnie "ale ooo cooo choooodzi? Mam czaaas". Może to wynika z jej baardzo spokojnego temperamentu? Zawsze bylam straszną panikarą i muszę sama siebie przekonywać, że ma faktycznie czas.
Cóż... kończe, ius lacinus czeka...
wtorek, 28 grudnia 2010
Czas wiercenia.

Okres między Świętami a Nowym Rokiem jest dla mnie czasem na przemyślenia, plany, wyznaczanie celów, wymazywanie lub wklejanie. Tak więc czynię jak zawsze – wiercę ile mogę.
Nic konkretnego nie czytam,nie mogę się wciągnąć w żadną lekturę , choć na stoliku leży „Pismo Leonarda” Diny Rubiny. Przyszedł też czas na naukę do sesji egzaminacyjnej – zakopałam się w notatkach i książkach po nos.
Moja córcia skończyła wczoraj 3 latka. Nie mogę uwierzyć,że to przeleciało tak szybko. Patrzę więc na Lilkę i staram się wchłaniać każdą minutę. Nauczyłam się doceniać czas. Sami popatrzcie jak już urosła :) Chciałabym już dziś złożyć Wam życzenia na 2011 rok ale... poczekam, dojrzeję. Mam przeczucie,że ten rok będzie dla mnie przełomowy. Wiele spraw będzie musiało nabrać konkretnego biegu, zweryfikuję swoje możliwości intelektualne ( ;-) ), spróbuję przestać być bierna w życiu zawodowym i podejmę ważne decyzje, mam nadzieję,że dobre.
poniedziałek, 15 listopada 2010



Mały człowieczek skończył jakiś czas temu 3 miesiące a ja codziennie pytam „Jak to było,kiedy Ciebie nie było?”
Niesamowite...
Lilianka rośnie w oczach, zrobił się już z niej spory klocek :), guga sobie do świata, piszczy na widok starszej siostry i grzechotek i ustala swoje małe rytuały.
Najchętniej zasypia z pieluchą tetrową przy buzi, kocha głaskanie po nosku i jest wybitnie grzecznym,spokojnym dzieckiem. Nie wiem co to kolka, bóle brzuszka, płacze bez powodu. Nawet po przebudzeniu leży grzecznie i czeka aż ktoś sam pomyśli, że Lilka właśnie otworzyla oczka.
Jest też zupełnie innym dzieckiem niż Olimpia. Mają całkiem inne temperamenty i zastanawiam się czy tak już zostanie. Olimpia od początku była strasznie żywiołowa, wszędzie jej było pełno, jako noworodek płakała najgłośniej na oddziale i tak już zostało. Pomijam już różnice wizualne bo to widać gołym okiem ;)
Ech,mogłabym tak bez końca.
Lilianka była ogromną niespodzianką a teraz jest po prostu nieodłącznym elementem mojego życia.
Szkoda tylko,że doba jest tak krótka ;)
Wieczorami,gdy małe śpią a ja jeszcze jakoś trzymam otwarte powieki zatracam się w jakiejś lekturze ( co prawda ostatnio są to głównie prawnicze książki). Aktualnie „Wszystko czerwone” Joanny Chmielewskiej. Dalej czeka nowy Zafon...
czwartek, 14 października 2010
Znów nie o książkach
Jak na studiach?
Wybierając ten kierunek kierowałam się głównie perspektywami przyszłej pracy a spotkała mnie miła niespodzianka. Właściwie mogłabym siedzieć na wykładach codziennie. Co prawda logika czy ekonomia nie należą do najciekawszych, ale już prawo wyznaniowe wciągnęło mnie bardzo mocno. Myślę,że "coś" z tego będzie. Większość osób na sali przyszła tam by "zmieniać,ratować świat" z wielkimi planami bycia prokuratorami i sędziami a ja zaczynam twierdzić, że do tego prawniczego świata trzeba mieć twardy tyłek, niewyparzony język i pewność siebie ( oraz swojej wiedzy) . I co najgorsze, zaczyna mi się to podobać.
Wybierając ten kierunek kierowałam się głównie perspektywami przyszłej pracy a spotkała mnie miła niespodzianka. Właściwie mogłabym siedzieć na wykładach codziennie. Co prawda logika czy ekonomia nie należą do najciekawszych, ale już prawo wyznaniowe wciągnęło mnie bardzo mocno. Myślę,że "coś" z tego będzie. Większość osób na sali przyszła tam by "zmieniać,ratować świat" z wielkimi planami bycia prokuratorami i sędziami a ja zaczynam twierdzić, że do tego prawniczego świata trzeba mieć twardy tyłek, niewyparzony język i pewność siebie ( oraz swojej wiedzy) . I co najgorsze, zaczyna mi się to podobać.
sobota, 2 października 2010
Studia i dziewczynki...
Lilka za chwilkę kończy 2 miesiące. Jest niesamowita! Gdy ona się śmieje, cały świat promienieje Pozwala mi pospać w nocy nawet 8h, co jest naprawdę dużym wyczynem jak na niemowlaka. Oczywiście nie obyło się bez alergii - żyję więc teraz na marchewkach (no,może nie tylko ale mój jadłospis został maksymalnie ograniczony) co przyczynia się do utraty wagi (hurra!). Mam nadzieję,że znajdę winowajcę tej wysypki na Liliankowej buzi.
Olimpia zaakceptowała siostrę i chyba wpisała na stałe w swoją rzeczywistość. Uwielbiam na nie patrzeć. Mam koło siebie największe skarby na świecie i nie zmieniłabym tego za nic.
Studia się rozpoczęły i mówiąc szczerze już dziś powinnam być na wykładach. Jak na złość, zaraz po spotkaniu organizacyjnym dopadł mnie jakiś wirus i z gorączką siedzę w domu. Pozostaje mi nadrobić materiał samodzielnie.
Na spotkaniu trochę nas postraszono (prowadził je jeden z wykładowców). Rok zaczyna 800 osób, na drugim (jak wskazują statystyki uczelni) będzie nas o 1/3 mniej by w trzecim została "grupka" 300 osób i tak dalej i dalej... W każdym semestrze są przedmioty "straszaki"- w tym przyjdzie mi zmierzyć się z logiką i bardzo wymagającym profesorem, w następnym będzie kilka historycznych przedmiotów (jak prawo rzymskie np.),które spędzają studentom sen z powiek bo nie dość,że podobno to "cegły" to w dodatku cała sesja letnia jest potwornie ciężka. Sprawdzę te teorie w praktyce. Póki co próbuję ten mój czas usystematyzować i ułożyć taki plan, by nikt nie ucierpiał. Nauka musi znaleźć swoje miejsce, zabawa z dziewczynkami, domowe obowiązki i trzeba pomyśleć również nad jakąś pracą.
Zmykam do łóżka, póki panienki śpią...
Olimpia zaakceptowała siostrę i chyba wpisała na stałe w swoją rzeczywistość. Uwielbiam na nie patrzeć. Mam koło siebie największe skarby na świecie i nie zmieniłabym tego za nic.
Studia się rozpoczęły i mówiąc szczerze już dziś powinnam być na wykładach. Jak na złość, zaraz po spotkaniu organizacyjnym dopadł mnie jakiś wirus i z gorączką siedzę w domu. Pozostaje mi nadrobić materiał samodzielnie.
Na spotkaniu trochę nas postraszono (prowadził je jeden z wykładowców). Rok zaczyna 800 osób, na drugim (jak wskazują statystyki uczelni) będzie nas o 1/3 mniej by w trzecim została "grupka" 300 osób i tak dalej i dalej... W każdym semestrze są przedmioty "straszaki"- w tym przyjdzie mi zmierzyć się z logiką i bardzo wymagającym profesorem, w następnym będzie kilka historycznych przedmiotów (jak prawo rzymskie np.),które spędzają studentom sen z powiek bo nie dość,że podobno to "cegły" to w dodatku cała sesja letnia jest potwornie ciężka. Sprawdzę te teorie w praktyce. Póki co próbuję ten mój czas usystematyzować i ułożyć taki plan, by nikt nie ucierpiał. Nauka musi znaleźć swoje miejsce, zabawa z dziewczynkami, domowe obowiązki i trzeba pomyśleć również nad jakąś pracą.
Zmykam do łóżka, póki panienki śpią...
poniedziałek, 6 września 2010
Powroty...
Po pierwsze - witam w nowym miejscu :)
Książkowe recenzje już niedługo,trochę się tego nazbierało.
Lilianka rośnie, śle pierwsze uśmiechy, podnosi główkę i cieszy serce. Siostra za to postanowiła pokazać swoją zazdrość gryząc siostrę w rękę. Zaczyna się,czas się uzbroić :)!!
Tu wczorajsze zdjęcia najmłodszej:


Pisałam o chęci powrotu do starej fotograficznej pasji.Zebrałam więc siły, zaprosiłam ulubioną modelkę i wsparta przez siostrę (która wykonała makijaż) przystąpiłam do zdjęć:






Cudownie było poczuć na nowo ten przyspieszony rytm serca i ponownie zatracić się w czasie.
Zaproszona do zabawy blogowej melduję , że lubię :
1. Muzykę,w zależności od nastroju. Od bluesa, przez klasykę po Możdżera.
2. Wiosnę i jesień- gęsia skórka w bluzce z krótkim rękawem mile widziana.
3. Miękkie,rozproszone światło.
4. Herbatę każdą,w każdej ilości (litrowy kubek na śniadanie,obiad,kolację,do książki i filmu), kawę w pół-litrowej filiżance. Kiedyś piłam cudowną kawę pięciu smaków z kawiarni "Pożegnanie z Afryką".Muszę ją odnaleźć...
5. Książki, (cóż za odkrycie) które uczą mnie czegoś nowego- na nowo patrzeć na ludzi i ich uczucia, odkrywać zakurzone kąty wyobraźni. Kocham nadwyrężać granice swojej tolerancji, stąd pewnie uwielbienie do Nabokovskiej Lolity. Mam jakiś specyficzny rodzaj zboczenia jeśli chodzi o kontrowersyjną tematykę książek.
6. Zapach starości, siarki i benzyny :)
7. Być sama. Nudzę się z kimś, sama nigdy.
8. Lubię gdy mówią,że mi się nie uda. To dla mnie najlepsza motywacja.
9. Francuskie kino.
10. Patrzeć na ludzi i snuć domysły.
...

Książkowe recenzje już niedługo,trochę się tego nazbierało.
Lilianka rośnie, śle pierwsze uśmiechy, podnosi główkę i cieszy serce. Siostra za to postanowiła pokazać swoją zazdrość gryząc siostrę w rękę. Zaczyna się,czas się uzbroić :)!!
Tu wczorajsze zdjęcia najmłodszej:


Pisałam o chęci powrotu do starej fotograficznej pasji.Zebrałam więc siły, zaprosiłam ulubioną modelkę i wsparta przez siostrę (która wykonała makijaż) przystąpiłam do zdjęć:






Cudownie było poczuć na nowo ten przyspieszony rytm serca i ponownie zatracić się w czasie.
Zaproszona do zabawy blogowej melduję , że lubię :
1. Muzykę,w zależności od nastroju. Od bluesa, przez klasykę po Możdżera.
2. Wiosnę i jesień- gęsia skórka w bluzce z krótkim rękawem mile widziana.
3. Miękkie,rozproszone światło.
4. Herbatę każdą,w każdej ilości (litrowy kubek na śniadanie,obiad,kolację,do książki i filmu), kawę w pół-litrowej filiżance. Kiedyś piłam cudowną kawę pięciu smaków z kawiarni "Pożegnanie z Afryką".Muszę ją odnaleźć...
5. Książki, (cóż za odkrycie) które uczą mnie czegoś nowego- na nowo patrzeć na ludzi i ich uczucia, odkrywać zakurzone kąty wyobraźni. Kocham nadwyrężać granice swojej tolerancji, stąd pewnie uwielbienie do Nabokovskiej Lolity. Mam jakiś specyficzny rodzaj zboczenia jeśli chodzi o kontrowersyjną tematykę książek.
6. Zapach starości, siarki i benzyny :)
7. Być sama. Nudzę się z kimś, sama nigdy.
8. Lubię gdy mówią,że mi się nie uda. To dla mnie najlepsza motywacja.
9. Francuskie kino.
10. Patrzeć na ludzi i snuć domysły.
...

"Chodzi jesień po deptaku,żegna złotem chmary ptaków.Splata w słońcu długie cienie,budzi brązy i czerwienie.Niesie wiatrem pajęczyny,śmieszy wszystkich bez przyczynyi łagodnym wiatrem zmiata jeszcze żywe ślady lata.I choć chłodne nuty gra,ciepły uśmiech dla nas ma."
niedziela, 15 sierpnia 2010
I did it my way
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



