Ten moment gdy wiadomo,że to JUŻ jest jak granica, za którą trzeba pozostawić codzienność. Zaraz znowu się narodzi.
I nie, wcale nie chodzi o to, że przy trzecim to już rutyna bo matką jestem od 8 lat.
To nowe macierzyństwo, nowe uczucie, nowy strach, nowe połączenie, jakby serce nowe.
Tworzy się nić. Pielęgnuję ją w sobie przez 9 miesięcy. Cieszę się z każdego grama, który we mnie rośnie , zamartwiam o najmniejszy ból , drżę gdy mały człowiek nie rusza się dłużej niż 20 minut i tak samo drżę gdy przez 20 minut rusza się bez przerwy. Dlaczego? Przecież się nie znamy. Ona nie wie jak wyglądam a ja nie znam koloru jej oczu ale jest moja. Najcudniejsza choćby nie wiem co. Równie cudna co siostry i zupełnie różna od nich. To nowa nić i kompletnie inna więź.
Pojawi się nieznośny ból i zwątpienie , lęk i brak sił- wiem to. Znowu przekroczę swoje możliwości i poznam siebie z drugiej strony. Znów poczuję tę przekobiecość brutalnie wytarzaną w fizjologii. Przekręcą mi się priorytety, świat stanie na głowie między jednym (zbyt długim) skurczem a drugim a ja mimo to w połowie będę z córkami, które nieświadome będą stawały się starszymi siostrami a córką, która nie ma pojęcia jaki ogrom przestrzeni czeka ją po drugiej stronie. Jak łącznik.
Rodzi się matka. Rodzi się córka. Rodzi się siostra.
Gdy maluch leży na sali w nie do końca miłym szpitalnym kaftanie a obok wykończona kobieta musi stawić czoła tej ogromnej odpowiedzialności bez względu na to czy może bez jęknięcia usiąść na łóżku wokoło tworzy się świat niewidzialny dla innych.
Gdy własne słabości schodzą na drugi plan .
Gdy płacz tego mini-człowieka woła o mleko, ciepło, ukojenie i woła tylko JĄ.
Gdy ONA zawoła MNIE.
To będzie ta chwila , w której się w siebie zapatrzymy. I będziemy trwały takie zapatrzone przez lata.
niedziela, 6 marca 2016
poniedziałek, 19 października 2015
"Położna. 3550 cudów narodzin" vs rzeczywistość.
Sięgnęłam po ten tytuł nie bez powodu.
Po pierwsze- czekam na pojawienie się na świecie Kalinki.
Po drugie- mam za sobą lepsze i gorsze doświadczenia z porodówki.
Po trzecie- byłam ciekawa jak na ten temat można spojrzeć inaczej.
Jeannette Kalyta to kobieta, która niemalże od urodzin skazana była na jeden z piękniejszych zawodów świata. Cały wszechświat pokazywał Jej, że położnictwo to droga, którą powinna pójść.
Poznajemy historię pierwszych kroków na porodówce, widzimy obraz zza kulis- gdy przełożone nie zawsze są przychylnie nastawione a lekarze nie popierają nowych "zachodnich" technik (później tak propagowanych przez prorodzinne instytucje).
Mamy tu zbiór historii porodowych i około porodowych, które zdarzyły się na prawdę (i nie, nie nastawiajcie się na krzyk i krew) pomiędzy którymi poznajemy karierę autorki i jej dochodzenie do etapu, w którym jest teraz.
Czytając historie par miałam wrażenie, że ta książka wcale nie jest o porodzie a o emocjach i tym co rodzi się wraz z narodzeniem dziecka. Czy może być coś piękniejszego niż narodziny matki? Narodziny ojca? Babci? Siostry?
To jak przejście transformacji , wyjście z kokonu. Dla mnie absolutnie magiczne.
Wszystkie opowieści z porodówek są przedstawione na tle różnych "epok"- gdyż każdy krok w kierunku ludzkiego traktowania kobiet to jak kamień milowy ku cywilizacji.W każdej z nich J.Kalyta była osobiście i swoim oddaniem popychała rozwój dalej i dalej i dalej....
ALE...
Było mi smutno czytając tę książkę.
Wizje idealnych porodów, piłki, wanny, świeczki, muzyka, cisza, respektowanie potrzeb. Czy to nie nazbyt idylliczne ?
Rodziłam dwa razy. Za każdym razem wybierając ten sam szpital, licząc na zmiany ale będąc jednocześnie świadoma ograniczeń tego miejsca.
Panie na izbie przyjęć już dawno powinny usiąść przy szydełku i krzyżówkach (i to również pokazała książka). Przerażona kobieta przychodzi do szpitala a zmęczona życiem położna robi focha, że musi wypisać jakikolwiek dokument.
Kobietę boli? Ale niech nie przesadza! Na pewno nie wie co mówi ( położna w końcu taka doświadczona ).
Przykrótkie koszulki, o których wspomniała J.Kalyta, a które to przedstawione były raczej jako przeszłość obowiązują nadal. Wstyd? Na szczęście w takich chwilach moda nie bardzo się liczy ani też wystający tyłek.
W moim szpitalu nie było piłek, nie było możliwości chodzenia. Było leżenie na plecach pod KTG (pomimo,że porody żadnych komplikacji nie miały) i zakaz picia,jedzenia,wstawania. Był też nieznośny ból krzyża, którego Dolargan (narkotyk) nie łagodził a wręcz nasilał lęk przed reakcją własnego ciała.
W moim szpitalu nie było tulenia się do dziecka przez choćby 5 minut. Chwilowe zbliżenie do skóry i do widzenia- dziecko ląduje w plastikowym łóżeczku pośród innych zmęczonych i przestraszonych dzieci. W moim szpitalu płaciłam za dodatkową opiekę położnej a mimo to...
Ech.
Teraz będzie tak samo. Od ostatniego wypadu na porodówkę minęło 5 lat. Czy jest inaczej? Wątpię.
Ale znam te miejsce, wiem gdzie jest łazienka, wiem jak wygląda sala, wiem czego się spodziewać. Mniej się boję bo wiem,że jestem zdana na siebie a opłacenie położnej jest tylko złudnym poczuciem bezpieczeństwa.
Być może tylko w moim szpitalu tak jest. Być może są miejsca ludzkie, gdzie porody przedstawiane przez tę wspaniałą położną z książki na prawdę mają miejsce.
Przeczytałam o nich w książce, która dała mi większą świadomość procesów, które zachodzą i będą we mnie zachodzić. Każdej mamie i przyszłej mamie gorąco polecam.
wtorek, 6 października 2015
Harry Potter wydanie ilustrowane
Nowy-stary Harry nadchodzi :) Premiera już dziś i stwierdziłam, że ciężko mi będzie pisać o tym wydaniu, muszę pogadać, pokazać - szkoda żeby coś umknęło.
Zapraszam :)
Link : https://www.youtube.com/watch?v=iLcKa1KUF_Y
Zapraszam :)
Link : https://www.youtube.com/watch?v=iLcKa1KUF_Y
środa, 23 września 2015
"Love, Rosie" - smutna historia o wyjątkowej miłości.
Unikam bardzo
popularnych książek jak mogę. Uciekam przed spoilerami, masowymi opiniami, „ochami
i achami” . Gdy dym opadnie- biorę (a
jakże!), wcinam nałogowo.
„Love, Rosie” pożyczyła mi znajoma z niezbyt zachęcającym
komentarzem, że to dziwna lektura bo jest w formie listów. Odłożyłam na półkę i
leżała kolejne 2 tygodnie łkając do mnie za każdym razem gdy wybierałam inną do
czytania. Nadszedł jej czas i…. przepadłam. Zniknęłam z życia na dwa dni. Chyba
za to kocha się książki? …
Na początku poznajemy dwoje kilkulatków – Alexa i Rosie,
których łączy niebanalna więź,przyjaźń o jakiej wielu może tylko marzyć.(W tym
miejscu od razu przypomina mi się przyjaciółka z dzieciństwa, za którą skoczyłabym
w ogień. Żyłyśmy dla siebie, kupowałyśmy te same chipsy, wafelki, słuchałyśmy the
Kelly Family i rozpaczałyśmy gdy jedna musiała się wyprowadzić.)
Takie porozumienie dusz nie zdarza się często, o ile w ogóle
jest możliwe między chłopcem a dziewczynką. Dorastają, dojrzewają ale cały czas
są razem- nierozłączni.
Pojawiają się pierwsze
miłości, zazdrości i niepowodzenia, które wzbudzają w obojgu coś, czego nie
potrafią lub boją się określić.
Kiedy Alex dostaje się na prestiżowe studia a Rosie
przytłaczają niespodziewane życiowe obowiązki coś się kończy. Pozornie.
Każde z nich prowadzi od tego momentu własne życie o czym
dowiadujemy się czytając nieraz śmieszne a innym razem dramatyczne listy do
siebie. Alex zostaje lekarzem, Rosie walczy o spełnienie marzeń i choć
funkcjonują w zupełnie odmiennych światach, cały czas rzucają na siebie nawzajem
cień nie mogąc uwolnić się od podstawowego pytania- a co by było gdyby?
Czytelnik ma ochotę krzyknąć bo za każdym razem gdy już
wydaje się, że sprawa przestanie być tak skomplikowana pojawia się kolejna
przeszkoda lub nietrafiony wybór.
Ta książka nie jest z założenia smutna , to świetna, lekka
lektura a mimo to była jedną ze smutniejszych historii jaką czytałam. Jak żyć
by spełniając marzenia nie zgubić sedna a jednocześnie nie obudzić się 30 lat
później w tym samym miejscu?
Skąd wiedzieć czy obrana droga jest tą, w której możemy być
najszczęśliwsi? Czym właściwie jest to „szczęście”?
To jest piękna i niesamowicie wciągająca historia o
odkrywaniu samego siebie, o poznawaniu innych, sztuce kompromisów i realizacji
swoich celów.
Jeśli szukacie książki, która pochłonie Was , rozbawi , wzruszy i pozostawi
refleksje – POLECAM.
wtorek, 27 stycznia 2015
"Nie gaś światła" - co czytać dalej? Jak żyć?
MOJA
OPINIA
Ta
książka pochłania bez reszty od pierwszej strony. Nie mogłam oderwać się od
tego świata, wyczuwałam wszystkie zapachy i niemalże widziałam przygaszone
światła, mrugające żarówki, słyszałam deszcz i burzę. To, w jaki sposób Bernard
Minier prowadzi całą akcję, jak sugestywnie opisuje każdą scenę, jak przykłada
oko czytelnika do dziurki od klucza w mieszkaniu Christine i zmusza siłą swoich
opisów do podpatrywania jak ta dziewczyna z wesołej, beztroskiej osoby zamienia
się w rozdygotanego odludka ECH ....prawdziwy talent!
Historia ta nie jest tylko o rozwikłaniu zagadek. Pokazuje jak działania jednego
człowieka mogą wpłynąć na całe życie drugiego, jak łatwo jest zniszczyć komuś
sens istnienia i doprowadzić do ostateczności. Wiele też mówi o zaufaniu -
właściwie po niej czytelnik może przestać ufać własnemu kotu- tak
psychodeliczny nastrój wprowadza ta książka.
Książka
ma ponad 500 stron a całe 400 stron przeczytałam niemal jednym tchem robiąc
przerwę na sen między 4 w nocy a 8 nad ranem. Od pierwszej strony gdzie autor
wprowadza nas do mroźnej puszczy białowieskiej po kolejne sceny rozgrywane w
mieście, mieszkaniu, lesie, tego nie można było przerwać w połowie!
Główna
bohaterka musi rozwikłać zagadkę , odnaleźć swojego dręczyciela stawiając
czoła najobrzydliwszym sytuacjom, w które wprowadzić może drugi człowiek. Czas
działa na jej niekorzyść bo z każdą chwilą staje się inną sobą.
Sarvez natomiast musi, CHCE rozgrzebać sprawę samobójczyni bo dzięki temu znów czuje, że żyje.
Sarvez natomiast musi, CHCE rozgrzebać sprawę samobójczyni bo dzięki temu znów czuje, że żyje.
Co
połączy tych ludzi? Jak zakończy się historia?
Zapewniam, że ta książka wbije Was w fotel i nie pozwoli się ruszyć.
Zapewniam, że ta książka wbije Was w fotel i nie pozwoli się ruszyć.
O CZYM JEST TA KSIĄŻKA?
W
książce "Nie gaś światła"Bernarda Minier od samego początku
atmosfera jest intensywna, duszna, ciemna, nawet na chwile nie pozwala
czytelnikowi myśleć , że zdarzy się coś pozytywnego.
Mamy
w niej dwóch głównych bohaterów, przez większość książki niezwiązanych ze sobą.
Christine - młodą, ambitną dziennikarkę, zakochaną w przystojnym naukowcu,
która skrywa jednak mroczną, rodzinną tajemnicę
oraz
Martina
Sarveza - starszego detektywa, który po nieudanej i dramatycznej sprawie popada
w stan depresyjny i zostaje zmuszony do zamieszkania w specjalnym ośrodku.
Niby
nic tych ludzi nie łączy ale z każdą
chwilą czytelnik zostaje uwikłany w dwie różne sprawy, mające swój wspólny mianownik - szaleństwo.
Pewnego
dnia Christine dostaje anonim, w którym
napisane jest, że ktoś chce się zabić i zrobi to w Wigilię Bożego Narodzenia.
Dziewczyna stara się odnaleźć odbiorcę wśród swoich sąsiadów jednak bez skutku.
Cały czas dręczy ją lęk, poczucie winy i myśl, że powinna zadziałać dalej i
zapobiec tragedii. Od tego momentu zaczynają się dziać straszne rzeczy- ktoś
dzwoni do rozgłośni radiowej dając do zrozumienia, że doskonale wie o anonimie
i nie odpuści dziennikarce braku konkretnego działania. Christine jest ofiarą
ataków, stalkingu, odnajduje w swoim mieszkaniu ślady obcej osoby, ktoś sika
pod jej drzwiami, dręczy telefonami, mailami, robi wszystko by Christine
popadła w obłęd, straciła przyjaciół i przestała istnieć.
Gdziekolwiek
szuka pomocy tam okazuje się, że prześladowca był szybszy i przygotował
odpowiednio grunt pod jej zeznania tak, by
postawić ją w złym świetle i zrobić z dziewczyny psychopatkę. Christine
nie wie komu może ufać, czy jest ktokolwiek w jej życiu kto uwierzy w jej
wersję i nie będzie zamieszany w cała sprawę...
To co
dzieje się z Christine i jakie katusze musi przechodzić, jakim sytuacjom stawić
czoła i JAK TO NA NIĄ WPŁYNIE jest niewyobrażalne.
W tym
samym czasie detektyw Martinez otrzymuje paczkę z kluczem do hotelu. Nie jest
to byle jaki klucz gdyż prowadzi do pokoju,
w którym rok wcześniej młoda dziewczyna Celia Jabłonka popełniła
samobójstwo. Jego detektywistyczny zmysł każe mu drążyć temat i choć jest na
przymusowym zwolnieniu nie odpuszcza szukając powodu dla którego otrzymał klucz
oraz dalsze wskazówki. Natychmiast wyczuwa,
że ta sprawa zbyt szybko została zamieciona pod dywan i , że w tle czai się
ktoś jeszcze, komu uszło to wszystko na sucho. Wie też, że nieprzypadkowo
został wybrany by tę sprawę rozwikłać.
PLUSY
I MINUSY
Plusy
Po
pierwsze - klimat.
Po
drugie- wyraziste postacie -zarówno główne jak i poboczne. Każda ze swoją
własną historią i dodatkową głębię.
Po
trzecie- wszystko miało swój sens. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć
fragmenty, które można by pominąć. Nawet jeśli chciałam przyspieszyć czytanie z
ciekawości tego co zdarzy się dalej musiałam wrócić do pominiętego zdania -
okazywało się bardzo ważne.
Minusy
- fakt, ze się skończyła a ja teraz nie wiem jaką inną książką zastąpić tę
pustkę!
sobota, 17 stycznia 2015
"Kochałem ją" A.Gavalda
Długo czekała na mnie ta książka. Parę dobrych lat. Nie mogłam znaleźć dobrego momentu by czytać o dwustronnym bólu i sama nie popaść w tygodniową dolinę. W końcu nadszedł ten dzień.
"Kochałem Ją" to w całości rozmowa teścia z synową w nie byle jakiej sytuacji - Chloe właśnie opuścił mąż zostawiając ją z dwiema córeczkami. Pierre wykorzystuje więc sytuację by zabrać ją z dala od miejskiego zgiełku i pocierpieć razem z nią. Nie... wcale nie będzie tu romansu Pierre->synowa (a bałam się takiego rozwoju sytuacji :) ).
Chloe nie lubi teścia. Wydaje jej się zgorzkniałym tetrykiem patrzącym na wszystkich z góry. Milczącym arogantem, który każdego ocenia sobie tylko znaną miarą. W tamtej sytuacji jest jej "wszystko jedno" z kim spędzi czas. Dużo myśli, wspomina, wypomina i walczy ze sobą by być silna dla córki. Noc, w której Pierre pęka i zaczyna objawiać swoje prawdziwe oblicze jest zaskoczeniem dla kobiety ale też początkiem fascynującej historii, którą ten już 60-letni człowiek skrywał od 20 lat.
Jego tajemnica miała na imię Matylda i sprawiła, że poczuł jak powinien żyć i kochać. Wybrał jednak drogę bezpieczną i słuszną *(czyżby?) u boku żony.
Nic więcej nie napiszę o fabule. Dodam może jeszcze , że to tylko nieśmiały początek.
Anna Gavalda przepięknie przeprowadziła mnie przez studium cierpienia, złości i miłości. Zarysowała ciekawego człowieka, który swoją drugą (piękniejszą) twarz schował dla wybranych.
Przez dialogi przemknęłam ZBYT szybko i żałowałam,że książka skończyła się w jeden wieczór - to dla Was znak, że warto po nią sięgnąć. Czytając je miałam wrażenie,że jestem schowana gdzieś za drzwiami, patrzę przez dziurkę od klucza i nasłuchuję tej trudnej, pozbawionej zbędnego patosu ale pięknej rozmowy.
Autorka pozostawia czystą kartkę na przemyślenia i własną opinię. Nie ocenia, nie naprowadza czytelnika zostawiając go z lekkim zmieszaniem. Czy walczyć o nowy, niepewny związek mając już ustabilizowane życie? Czy ta stabilizacja daje szczęście? Czyje szczęście jest ważniejsze- rodzica czy dziecka?
Na koniec piękny cytat:
"Znam ludzi, którzy cierpią trochę, TYLKO trochę, akurat tyle, żeby zmarnować sobie życie,rozumiesz..."
Ps.
Miałam tę recenzję na starym blogu ale chciałabym wkleić ją i tu...
niedziela, 11 stycznia 2015
Recenzja video- "Wystarczy być" J.Kosiński
Zapraszam Was do posłuchania mojej recenzji książki "Wystarczy chcieć" J.Kosińskiego.
Książka bawiła, umilała dzień, wciągała jak tornado a następnie mocno zaskoczyła. Zobaczcie dlaczego :)
Książka bawiła, umilała dzień, wciągała jak tornado a następnie mocno zaskoczyła. Zobaczcie dlaczego :)
sobota, 10 stycznia 2015
wtorek, 6 stycznia 2015
S.E.K.R.E.T.- czyli jak kopciuszek przeniósł się do świata erotyki
S.e.k.r.e.t. to moja pierwsza książka z gatunku erotyki. Kupiłam bo tematyka mnie zaintrygowała a długo wzbraniałam się przed Greyem i innymi następcami.
Cassie to kobieta po 30tce, która kilka lat wcześniej straciła męża. Choć jej związek nie należał do udanych i niewiele w nim było uczuć , Cassie nie potrafi na nowo cieszyć się życiem.
Każdy jej dzień jest poprawny a ona sama stara się być niewidzialna. Praca w kawiarni wydaje się być do tego idealna i wydawałoby się,że nic nie przerwie szarości codzienności. Do czasu.
Tajemniczy notes pewnej klientki , a raczej bardzo osobista treść rozpala w Cassie dawno uśpione uczucia.
Na dodatek zwrot zeszytu pociąga za sobą szaloną lawinę zdarzeń, na którą kobieta wydaje się być niegotowa.
Poznaje stowarzyszenie S.E.K.R.E.T., którego celem jest wybudzenie z letargu wybranych kobiet i obudzenie kobiecości a także seksualności, którą po drodze zatraciły.
Przed bohaterką 10, niespodziewanych kroków przepełnionych erotyzmem i brakiem skrępowania.
10 kroków do poznania siebie i swojej wartości.
Książkę połknęłam :) Nie dlatego,że dotyczy erotyki. Zafascynował mnie obraz przemiany jaką przechodzi kobieta, jej ponowne rozkwitanie i poznawanie pragnień. Przed główną bohaterką stoi jeden cel- pozbyć się ograniczeń wynikających z niskiego poczucia swojej wartości. To erotyczny Kopciuszek z nieidealnym księciem.
Z tego co czytałam,trylogii Greya zarzucano obrzydliwe opisy. Nie mogę co prawda porównać ich z tymi, które pojawiają się w Sekrecie jednak erotyzm jest w niej dawkowany stopniowo - pobudza wyobraźnię nie zostawiając niesmaku. Opisy są mimo wszystko (pomimo sytuacji nie zawsze delikatnych) subtelne, brak w nich wulgarności. To jej ogromna zaleta.
Sam pomysł - tajemniczego,kobiecego stowarzyszenia spełniającego marzenia kobiet połączony z perypetiami codziennymi Cassie jest bardzo,bardzo dobry. Zdecydowanie dla kobiet :)
Wiadomo, jak w każdej tego typu książce (chyba) zdarzają się dialogi harlequinowe ale nie psuje to całości. To lekka lektura na jeden lub dwa wieczory po którą warto sięgnąć gdy ma się odpowiedni nastrój.
Na półce stoi jeszcze jedna książka z tego gatunku i przeczytam ją choćby po to by mieć porównanie. Mam nadzieję,że będzie równie dobra jak S.E.K.R.E.T.
Polecam!
piątek, 2 stycznia 2015
112 nieprzeczytanych książek - przesada!
Jak obiecałam tak zrobiłam- lista książek nieprzeczytanych a stojących na półkach gotowa!
Po pierwsze , żeby je wszystkie zobaczyć musiałam trochę nabałaganić i utworzyć tu i ówdzie stosy.
Po drugie- jest ich 112! ! ! (nie liczę tych z biblioteki czy czekających na Kindlu).
Losowanie za pomocą generatora wyłoniło pierwszą szczęściarę ,która czekała zbyt długo na półce-
Po pierwsze , żeby je wszystkie zobaczyć musiałam trochę nabałaganić i utworzyć tu i ówdzie stosy.
Po drugie- jest ich 112! ! ! (nie liczę tych z biblioteki czy czekających na Kindlu).
Losowanie za pomocą generatora wyłoniło pierwszą szczęściarę ,która czekała zbyt długo na półce-
czwartek, 1 stycznia 2015
Filmik- prezenty świąteczne
Kolejny filmik- mocno "na luzie" :) Widzę po statystykach, że do mnie zaglądacie- dziękuję! Miło mi będzie jeśli zostawicie po sobie choćby kropkę w komentarzu- będę wiedziała kto, a jeśli prowadzicie bloga chętnie odwiedzę też Was. Trochę jestem zacofana jeśli chodzi o nowe blogi i zatrzymałam się na etapie książkowa i moni-libri. Hop,hop! jest tu ktoś nowy?
Wspominałam w filmiku o postanowieniach na Nowy Rok. Część zostawię dla siebie ale kilkoma mogę się podzielić:
Zrzucić 10kg - nie jest to tylko puste życzenie. Niestety przez leki, którymi się w 2014 roku trułam moja waga skoczyła mocno do góry i obym mogła je odstawić w tym roku. Do tego zdrowe odżywianie i będzie git :) Na szczęście (przynajmniej do tej pory) łatwo chudnę (i równie łatwo przybieram :/) więc nie powinno mi to zająć więcej niż 2 miesiące.
Weganizm- powoli, stopniowo chcę z wegetarianizmu zejść na level wyżej. Zaczynam od "już" choć uzależnienie od serów jest przeogromne to nie mogę się pogodzić z tym całym wstrętnym mleczarskim przemysłem. Może znajdę wytwórnię serów, która robi je w normalny,naturalny sposób bez zabijania niewinnych stworzeń? (jest w ogóle taka?)
I wreszcie książki - chcę zrobić listę moich książek i losować sobie raz w tygodniu numer książki, którą muszę przeczytać. W mojej domowej biblioteczce uzbierało się TYYYYLE tytułów, które czekają OD LAT na przeczytanie, że chcę wreszcie zrobić z tym porządek.
Tworzenie takiej listy zacznę jeszcze dziś a losowaniem pochwalę się na instagramie albo youtubie (ach,jaka jestem uspołeczniona).
Zapraszam do oglądania mojej paplaniny :)
Wspominałam w filmiku o postanowieniach na Nowy Rok. Część zostawię dla siebie ale kilkoma mogę się podzielić:
Zrzucić 10kg - nie jest to tylko puste życzenie. Niestety przez leki, którymi się w 2014 roku trułam moja waga skoczyła mocno do góry i obym mogła je odstawić w tym roku. Do tego zdrowe odżywianie i będzie git :) Na szczęście (przynajmniej do tej pory) łatwo chudnę (i równie łatwo przybieram :/) więc nie powinno mi to zająć więcej niż 2 miesiące.
Weganizm- powoli, stopniowo chcę z wegetarianizmu zejść na level wyżej. Zaczynam od "już" choć uzależnienie od serów jest przeogromne to nie mogę się pogodzić z tym całym wstrętnym mleczarskim przemysłem. Może znajdę wytwórnię serów, która robi je w normalny,naturalny sposób bez zabijania niewinnych stworzeń? (jest w ogóle taka?)
I wreszcie książki - chcę zrobić listę moich książek i losować sobie raz w tygodniu numer książki, którą muszę przeczytać. W mojej domowej biblioteczce uzbierało się TYYYYLE tytułów, które czekają OD LAT na przeczytanie, że chcę wreszcie zrobić z tym porządek.
Tworzenie takiej listy zacznę jeszcze dziś a losowaniem pochwalę się na instagramie albo youtubie (ach,jaka jestem uspołeczniona).
Zapraszam do oglądania mojej paplaniny :)
środa, 31 grudnia 2014
Moje Święta na zdjęciach
Szaleństwo Świąteczne zakończone. Zawsze żałuję, że ten okres mija tak szybko. Wigilia, grzybowa z uszkami, pierogi i wszystko co niemięsne.
A dziś już Sylwester, koniec roku i jak zawsze czas planów , podsumowań, w moim przypadku również stresu z tym związanego (zawsze powitanie nowego roku miesza się u mnie z radością i smutkiem- w końcu coś odchodzi...). A plany są, a jakże!
Czy mam je tu wypisać żeby się później grzecznie wyspowiadać z ich realizacji?
Nie... niech to zostanie w moim kalendarzu. Nagram dziś filmik i wrzucę do sieci wieczorem- pewnie nikt nie będzie miał na to dziś czasu :) A teraz kilka obrazków z tego co było.
czwartek, 25 grudnia 2014
Balianna's return!
Witam Was Świątecznie :) Jesteśmy w samym środku Świąt a ja myślami zaczynam wybiegać w kierunku Nowego Roku.. Jednym z postanowień jest powrót na tego bloga i do nagrywania filmów :) Przy okazji nagrywania tego powyżej (zapraszam!) zrozumiałam jak kiepsko moja kamera radzi sobie ze sztucznym światłem. Na szczęście za 1.5 miesiąca urodziny i już wiem co sobie zamówię u miłych gości.
Nie będę się teraz rozpisywać, każdy jest zabiegany i myśli o rodzinie a nie blogach. W następnych wpisach / filmach pokażę Wam moje prezenty świąteczne i trochę sobie ponarzekam na prezenty dla dzieci. A teraz zapraszam Was na 7 minut ze mną :P
piątek, 12 grudnia 2014
Jest tam kto?
Tak mnie kusi by pisać na Baliannie, nagrywać, stęskniłam się po prostu :) Ale...czy ktoś tu jeszcze zagląda?
środa, 17 kwietnia 2013
poniedziałek, 28 maja 2012
Ołówkiem
B.B.
Fajnie jest odkryć coś po 24 latach i znaleźć dodatkowy sposób na spędzanie wolnego czasu, relaks i odwrót od rzeczywistości. Aparat długo mnie nie widział więc musiałam się inaczej zrealizować. Moja głowa wybuchnie jeśli nie zacznę wprowadzać swoich fotograficznych pomysłów w życie!!!!
Fajnie jest odkryć coś po 24 latach i znaleźć dodatkowy sposób na spędzanie wolnego czasu, relaks i odwrót od rzeczywistości. Aparat długo mnie nie widział więc musiałam się inaczej zrealizować. Moja głowa wybuchnie jeśli nie zacznę wprowadzać swoich fotograficznych pomysłów w życie!!!!
piątek, 25 maja 2012
Opowieść o ludziach i robalach,czyli "Kroniki lekarza sądowego"
Zakończył się biologiczno-chemiczny szał. Przez ostatnich kilka miesięcy czytałam głównie książki związane z roślinami,zwierzątkami i robaczkami. A dla "przyjemności" także chwytałam za książki o podobnej tematyce.
Ta, o której chcę Wam krótko opowiedzieć nieodłącznie związana jest z robalami choć dotyczy....człowieka.
Pisałam w tym roku maturę z biologi i chemii. Wreszcie pokonałam strach i spróbowałam. Nie poszło co prawda tak jak tego oczekiwałam, bo tegoroczna chemia mnie dobiła ale nie mam zamiaru się poddawać. Wyniki pod koniec czerwca.
"Kroniki lekarza sądowego"
Stwierdzam, że osoba,która czyta taką książkę z przyjemnością ma jakieś ukryte zboczenie. Mam je i ja ;)
Na tych kilkuset stronach poznajemy historie patologa sądowego, który bardzo dokładnie opisuje kilka wstrząsających przypadków odnalezienia zwłok w zapomnianym domu, w dziwnych pozach, dziwnych miejscach i w różnym stanie rozkładu.
Podczas czytania niektórych fragmentów nie sposób odpędzić się od smrodu zwłok, widoku galaretowatej mazi i roju much. Michel Sapanet może śmiało pretendować do tytułu mistrza bardzo sugestywnych opisów. Jest pasjonatem swojej pracy i przekłada swoją pasję na słowa. Opisuje blaski i cienie swojego zawodu i stara się przywrócić zmarłych do życia poprzez odtwarzanie ich ostatnich chwil. Historie te często mrożą krew w żyłach.
Pomimo ciężkiej tematyki czytałam z ochotą i nic nie powodowało we mnie odruchów zwrotnych - stąd przypuszczenie,że tkwi we mnie cząstka przyszłego patologa i gdyby nie uwielbienie do gadania oraz słuchania ia także pragnienie pomocy żywym ludziom , patologia sądowa mogła by być "moją" dziedziną.
To nie jest książka dla wszystkich. Wrażliwsi powinni omijać ją z daleka. Jeśli jednak kręci Was tematyka medyczna lub wątki zbrodni owiane tajemnicą to polecam!
Mam nadzieję,że powstanie druga część albo znajdę gdzieś jej godnego następcę.
.....
Ta, o której chcę Wam krótko opowiedzieć nieodłącznie związana jest z robalami choć dotyczy....człowieka.
Pisałam w tym roku maturę z biologi i chemii. Wreszcie pokonałam strach i spróbowałam. Nie poszło co prawda tak jak tego oczekiwałam, bo tegoroczna chemia mnie dobiła ale nie mam zamiaru się poddawać. Wyniki pod koniec czerwca.
"Kroniki lekarza sądowego"
Stwierdzam, że osoba,która czyta taką książkę z przyjemnością ma jakieś ukryte zboczenie. Mam je i ja ;)
Na tych kilkuset stronach poznajemy historie patologa sądowego, który bardzo dokładnie opisuje kilka wstrząsających przypadków odnalezienia zwłok w zapomnianym domu, w dziwnych pozach, dziwnych miejscach i w różnym stanie rozkładu.
Podczas czytania niektórych fragmentów nie sposób odpędzić się od smrodu zwłok, widoku galaretowatej mazi i roju much. Michel Sapanet może śmiało pretendować do tytułu mistrza bardzo sugestywnych opisów. Jest pasjonatem swojej pracy i przekłada swoją pasję na słowa. Opisuje blaski i cienie swojego zawodu i stara się przywrócić zmarłych do życia poprzez odtwarzanie ich ostatnich chwil. Historie te często mrożą krew w żyłach.
Pomimo ciężkiej tematyki czytałam z ochotą i nic nie powodowało we mnie odruchów zwrotnych - stąd przypuszczenie,że tkwi we mnie cząstka przyszłego patologa i gdyby nie uwielbienie do gadania oraz słuchania ia także pragnienie pomocy żywym ludziom , patologia sądowa mogła by być "moją" dziedziną.
To nie jest książka dla wszystkich. Wrażliwsi powinni omijać ją z daleka. Jeśli jednak kręci Was tematyka medyczna lub wątki zbrodni owiane tajemnicą to polecam!
Mam nadzieję,że powstanie druga część albo znajdę gdzieś jej godnego następcę.
.....
niedziela, 6 maja 2012
....
Nie napiszę nic odkrywczego. Życie składa się wyborów. Wybieramy kierunki, błądzimy, wracamy i zmieniamy. Są jednak drogi, z których trudno zejść a patrząc wstecz widzi się oddalający się drogowskaz.
Mijają lata i jest się coraz dalej z nadzieją na rozgałęzienie.
Gdy myślę co przeżyłam przez te swoje 24 lata, widzę jak cudownych ludzi spotkałam, ilu straciłam i jak desperacko chciałabym ich odzyskać, spotkać, poznać na nowo- z innej perspektywy. Odnajduję najgorsze wybory i otulam się dobrymi wspomnieniami. Jestem teraz w takim momencie , w którym chcę znowu wybrać i cholernie się boję. Coś zakryło mi oczy na 8 lat- zdzieram opaskę i co widzę?
...
piątek, 30 marca 2012
Poprzedni post napisany chwilę po zakończeniu książki "Doktorzy".Teraz czas na małe wyjaśnienia...
Jestem pewna,że podobny "stan" pojawił się u Was nie raz...
Tę książkę dostałam pod choinkę i już po przeczytaniu pierwszych stron wpadłam w nią całkowicie. Z 600stron bardzo szybko robiło się 500,400... Pomyślałam wtedy,że muszę sobie dawkować tę historię. Kilka stron dziennie ;) (uwierzycie? ). Fajnie było mieć świadomość,że czekają na mnie ci wszyscy lekarze, pacjenci i każdego dnia mogę dowiadywać się o nich czegoś nowego.
Okazuje się,że można tak mocno zagłębić się w życie bohaterów książki, że traktuje się ich trochę jak znajomych (szczególnie wtedy,gdy książka przedstawia cały przekrój ich życia ) . Tak było w tym przypadku.
Wszystko co dobre musi się niestety skończyć a odnalezienie kolejnej książki do czytania będzie trudne...
Jestem pewna,że podobny "stan" pojawił się u Was nie raz...
Tę książkę dostałam pod choinkę i już po przeczytaniu pierwszych stron wpadłam w nią całkowicie. Z 600stron bardzo szybko robiło się 500,400... Pomyślałam wtedy,że muszę sobie dawkować tę historię. Kilka stron dziennie ;) (uwierzycie? ). Fajnie było mieć świadomość,że czekają na mnie ci wszyscy lekarze, pacjenci i każdego dnia mogę dowiadywać się o nich czegoś nowego.
Okazuje się,że można tak mocno zagłębić się w życie bohaterów książki, że traktuje się ich trochę jak znajomych (szczególnie wtedy,gdy książka przedstawia cały przekrój ich życia ) . Tak było w tym przypadku.
Wszystko co dobre musi się niestety skończyć a odnalezienie kolejnej książki do czytania będzie trudne...
czwartek, 29 marca 2012
Koniec :[
Pomimo usilnych prób przeciągnięcia czytania książki "Doktorzy" E.Segala, po prawie 4 miesiącach skończyłam czytać. Jestem zła,że to już koniec. I nie mam ochoty czytać żadnej innej książki. :-[
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)














