poniedziałek, 13 lutego 2012

Półeczka z książkami.

Moja mama nie czytała mi książek, nie pchała do nich, choć sama zaczytywała się głównie w poezji. Jakimś cudem jednak nauczyłam się czytać płynnie mając 5 lat - przedszkole? Skojarzenia napisów z wymową? Nie wiem. Mimo to, po książki sięgnęłam na początku szkoły podstawowej głównie zainspirowana filmem "Matylda"
http://www.filmweb.pl/film/Matylda-1996-7606

Wychodzę z założenia, że każde dziecko ma w sobie ciekawość, która ciągnie je do książek a tym samym świata wyobraźni. Potrzebuje jednak czegoś lub kogoś, kto będzie nakręcał tę książkową machinę.

Moje dzieci, jak sądzę, nie odstają pod tym względem od innych. Kochają książki, kochają gdy im czytam. Starsza (4 lata) coraz częściej sięga po dłuższe historie, w których obrazki pełnią rolę wyłącznie pomocniczą. Młodsza (1.5 roku) póki co przegląda, ale robi to niemal nałogowo :) Jej pierwszym słowem było "tata", potem "Koka". "Koka" to książka właśnie. Jakoś przecież musiała mi sygnalizować ,że mam wyciągnąć kolejną pozycję z półki. "Mama" mówi od 2 dni. ;-) Lilka zasypia wtulona w misia i książkę.

Jako nałogowiec cieszy mnie więc rosnący zapęd moich dziewczyn do literatury i dość często kupuję im nowe książeczki ( promocja w Auchan też robi swoje :P ). Zastanawiam się jednocześnie dlaczego wraz z dorastaniem wiele dzieci zatraca tę potrzebę. Czy to faktycznie błąd rodziców? Wychowanie? Kwestie osobowości?

Na naszej dziecięcej półce pojawiły się ostatnio takie nowości:



Jedna zachwyca ilustracjami (jak to wydanie Calineczki), inna wciąga historią (np. Detektywi na tropie).


A jak było z Wami? Co spowodowało,że czytacie więcej niż przeciętny Kowalski?

9 komentarzy :

kolmanka pisze...

Jestem w małym szoku, bo u mnie było identycznie. Jako mały szkarb obejrzałam w TV "Matyldę" (ta scena jak wiezie w wózku książki, całe stosy)i potem przepadłam całkowicie.

Moi rodzice, niestety, nie są zwolennikami słowa pisanego. Mój tata nie czyta nic poza programem Tv, a moja mama gazety opisujące życie celebrytów. I na tym koniec. Próbowałam na wszsytkie sposoby i ani prośbą, ani grożbą.

Książkozaur pisze...

Ale piękna ilustracja!

Mój synek też wyciąga rączki do wszystkich książek jakie zobaczy - jak tylko czytam, to się od razu wygina :) Ma pół roczku, więc na razie wiele więcej nie potrafi.

Moim zdaniem zapał dzieciom mija z wiekiem jak nie widzą, że dorośli też czytają. Małym dzieciom czyta prawie każdy, a jak wyrosną z tych pierwszych bajek to często braknie tego momentu, żeby jeszcze nakierować, ale dać już samemu szukać i czytać.

U mnie w domu się czytało mnóstwo. Rodzice mają całą ścianę (dosłownie, od brzegu do brzegu, od sufitu do podłogi) książek i wciąż kupują nowe. Jak byłyśmy młodsze, co miesiąc, po wypłacie, była wyprawa do Empiku i każda mogła sobie wybrać jedną książkę. We wczesnej podstawówce rodzice proponowali nam różne lektury, z różnym skutkiem oczywiście - ale podsuwali to, co sami czytali x lat temu. Codziennie widziałyśmy rodziców z książką, to była naturalna forma spędzania wolnego czasu. I o ile wiedziałam, że dzieciaki nie zawsze lubią czytać, o tyle byłam święcie przekonana, że dorośli czytają wszyscy. Że to naturalne. Myślałam tylko, że może trochę mniej.
Z drugiej strony moja najmłodsza siostra oporna dosyć, mimo tego samego środowiska wychowawczego. Teraz komputery, komórki - to wszystko rozprasza dzieciaki, nie wymaga skupienia, łatwiej tak spędzać czas. Więc trzeba się bardziej nagimnastykować, bo nie każda książka zainteresuje. Podstawówka to moim zdaniem najtrudniejszy pod tym względem czas: z rodzicami już nie, a samemu jeszcze też nie bardzo.

Sorki za elaborat :p

Balianna pisze...

Dziękuję za ten "elaborat" :)! juz sobie wyobrażam te wycieczki do księgarni i tę ścianę książek.mmmmm :)
Masz rację- pewnie w całym tym dorastaniu pojawia się moment kryzysowy. Obym go wyczuła u moich dziewczyn i nakierowała dalej :) Gdy nauczy się dobrze czytać to podsunę jej książkę mojego dzieciństwa - Heidi.

Kasiek pisze...

Moja siostrzenica kochała jako dziecko książki i mimo, że Siostra czytająca i cała rodzina nasza też z wiekiem jej przeszło. Smutno mi

moni pisze...

My wczoraj zaprowadziliśmy Maksa pierwszy raz do księgarni po pierwszą (nooo nie do końca, pierwszą zakupioną "osobiście")książeczkę:) Biblioteczka rośnie!

Tak sobie pomyślałam, co powiedzieliby rodzice gdyby zobaczyli te wpisy na ich temat?:)) Moi rodzice czytali kiedyś baaardzo dużo. Książki były w całym mieszkaniu. Dziś czytają sporadycznie;/ chyba nie przywiązują do tego uwagi;(( tak, jak u dzieci królują komórki, komputery i inne takie, tak u dorosłych ... seriale;/).

Ja mam nadzieję, że mój syn czytanie wyssie z mlekiem matki:) i nigdy nie będzie się wstydził przed kolegami czytania!

P.S. Cholercia pomyślałam sobie, że kolejne pokolenie moli będzie miało daleko do siebie;/ ;)))

tomaszL. pisze...

Ja czytam, bo zajmuję sie dziedziną, która tego wymaga. Niestety (albo stety) w większości są to poradniki...

Cassin pisze...

Przepiękna tak ilustracja! "Calineczka" to moja najukochańsza baśń - chciałabym mieć w przyszłości całą kolekcje jej najpiękniejszych wydań

Aliszia pisze...

Mało recenzji :)))

Marcysia:) pisze...

W dzieciństwie często z bratem chorowaliśmy, i z tego powodu zaczęlismy czytać... mieliśmy mało gier, w telewizji 3 podstawowe programy... rodzice w pracy a my w książkach:) tak nam zostało...
Później dojazd na studia, potem do pracy, długie godziny na peronie i w pociągu - bałam sie takiej straty czasu i zawsze miałam ze sobą książkę...:D

W trudnych chwilach zawsze ciągneło mnie do biblioteki lub księgarni, książka zastępowała mi brak niektórych osób obok mnie..

Teraz mam mniej czasu na czytanie ale wole przeczytać coś niż coś obejrzeć w tv lub na laptopie..

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka