sobota, 17 marca 2012

Filipek szuka mamy - królik, który rozkleja... ;)






Mamy w swojej pokaźnej już kolekcji książkę, które jest z nami od początku i którą czytałam już setki razy ( mogę ją recytować z pamięci ). To "Kurczak szuka mamy" . Książka jest już tak zniszczona, że zaczęłam rozglądać się za zastępstwem. I MAM!

"FILIPEK SZUKA MAMY", "FILIPEK ZNAJDUJE PRZYJACIÓŁ" autorstwa znakomitej Wandy Chotomskiej.

Historia nieco podobna do tej w "Kurczak ....".
Filipek to królik, który wraz ze swoją przytulanką- zającem, wędruje po wielkim , nieznanym lesie w poszukiwaniu rodziców. Znalazł się tam gdyż pewnego dnia wiatr porwał go z rodzinnego domu i rzucił w odległym miejscu.
Filipek jest zagubiony, zlękniony, stęskniony ale też niesamowicie zdeterminowany.
Spotyka na swojej drodze różne zwierzaki, które rozumieją jego tragedię i próbują pomóc jak mogą - np. tworzą dla niego drewniany wózek, w którym będzie mógł położyć zająca, dają schronienie, rady, chcę zastąpić mu rodziców. Filipek wie jednak,że jego prawdziwy dom jest tam, gdzie mama i tata.

Tego królika nie da się nie lubić. Nawet dorosłym zmięknie serce patrząc na jego smutny pyszczek. :)
Pierwsze dwie części książki nie kończą się happy endem. Filipek nie odnajduje rodziców i jest zmuszony szukać dalej. Jest jednak bogatszy o doświadczenia, przyjaciół i świadomość,że choć las jest wielki on nie jest sam.

Historia smutna ale bardzo wartościowa. To jest to,czego szukam w książkach dla dzieci. Chcę prostych słów (lecz nie infantylnych) traktujących o codziennych, trudnych problemach, które podsuną dzieciom dodatkowe refleksje. Chcę też ładnych ilustracji , które dodatkowo pobudzą wyobraźnię i poruszą emocje. To wszystko jest w Filipkowej serii.

Cieszę się,że ten królik gości na naszej półce i będziemy do niego wracać bardzo często. Chciałabym by zawitał też u Was ! Zbliża się Wielkanoc ( ;-) taaak, myślami już jestem przy jajkach i baziach) - to idealny upominek dla dzieci.
Jeśli obserwujecie mojego bloga to wiecie,że potrafię napisać krytycznie o książkach dziecięcych. Tym bardziej uwierzcie. Jeśli maluch ma 3-4 lata lub więcej będzie zachwycony.

czwartek, 23 lutego 2012

Dawka inspiracji

Słowo "inspiracja" wiele dla mnie znaczy. Może nie samo słowo a to,co ze sobą niesie.
Szukam inspiracji każdego dnia- inspiracji do działania, do zdjęć, do zmian. Gdy jestem poza domem obserwuję ludzi, wnętrza,światła i chłonę jak gąbka wszystko to,co piękne lub brzydko-piękne.

Gdy jestem w domu pozostaje książka, film i internet.
W internecie głównymi elementami są: czytnik google, playlista na youtube i strony fotograficzne. Będę się z Wami dzielić moimi "miejscami", może na kogoś również podziałają "pobudzająco"?

Na początek PLAYLISTA.
Moje preferencje muzyczne są bardzo szerokie. Uwielbiam bluesa, którego słucham głównie z płyt cd,więc nie ma go wiele w playliście ale lubię też posłuchać innej muzyki i jak zauważycie jest ona skrajnie różna. Ta playlista jest trochę jak pamiętnik nastrojów - część z nich pamiętam przy słuchaniu konkretnych utworów.

Ostatnio znalazłam wiele pięknych zdjęć w serwisie 500px.com ... 500px- link

Mam nadzieję,że coś się Wam spodoba.
Miłego dnia!

środa, 22 lutego 2012

"Żelazna dama"


WIOSNA, CZUJECIE WIOSNĘ??? Za oknem słońce, temperatura w plusie i tylko czekam na pączki kwiatów i wiosenną alergię. Aaach,kocham!

Obejrzałam ostatnio film "Żelazna dama". Przyznaję- nie wiedziałam nic o Margaret Thatcher. Nie wiedziałam więc jakiego typu historii mogę się spodziewać. Zaczęłam oglądać i... wpadłam.

To wspaniały film ukazujący historię kobiety, która narodziła się by coś zmienić. Kobiety nieco przeambicjonowanej ale potwornie zawziętej. Kobiety dominy. I wreszcie... kobiety szalonej, samotnej, która nie może pogodzić się z upływem czasu i koniecznością ustąpienia.
Jakże ona dała im popalić! Utarła nosa!
Nie twierdzę,że wszystkie jej decyzje były słuszne, z wieloma wiąże się mnóstwo kontrowersji i nie znam się na polityce. Jednakże Margaret była genialna.



Po obejrzeniu filmu powyżej muszę nawiązać do Meryl Streep.
Zagrała fantastycznie. Idealnie oddała sposób mówienia Margaret, ruchy, spojrzenie... Meryl nie wcieliła się w postać, ona była nią. Film musicie zobaczyć chociażby dla tej aktorki.
"Żelazna dama" nie opowiada historii polityki, choć oczywiście jest tam jej sporo. To przede wszystkim studium niewyobrażalnej siły i odwagi,która tkwiła w M.Thatcher. Film gorąco polecam.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Półeczka z książkami.

Moja mama nie czytała mi książek, nie pchała do nich, choć sama zaczytywała się głównie w poezji. Jakimś cudem jednak nauczyłam się czytać płynnie mając 5 lat - przedszkole? Skojarzenia napisów z wymową? Nie wiem. Mimo to, po książki sięgnęłam na początku szkoły podstawowej głównie zainspirowana filmem "Matylda"
http://www.filmweb.pl/film/Matylda-1996-7606

Wychodzę z założenia, że każde dziecko ma w sobie ciekawość, która ciągnie je do książek a tym samym świata wyobraźni. Potrzebuje jednak czegoś lub kogoś, kto będzie nakręcał tę książkową machinę.

Moje dzieci, jak sądzę, nie odstają pod tym względem od innych. Kochają książki, kochają gdy im czytam. Starsza (4 lata) coraz częściej sięga po dłuższe historie, w których obrazki pełnią rolę wyłącznie pomocniczą. Młodsza (1.5 roku) póki co przegląda, ale robi to niemal nałogowo :) Jej pierwszym słowem było "tata", potem "Koka". "Koka" to książka właśnie. Jakoś przecież musiała mi sygnalizować ,że mam wyciągnąć kolejną pozycję z półki. "Mama" mówi od 2 dni. ;-) Lilka zasypia wtulona w misia i książkę.

Jako nałogowiec cieszy mnie więc rosnący zapęd moich dziewczyn do literatury i dość często kupuję im nowe książeczki ( promocja w Auchan też robi swoje :P ). Zastanawiam się jednocześnie dlaczego wraz z dorastaniem wiele dzieci zatraca tę potrzebę. Czy to faktycznie błąd rodziców? Wychowanie? Kwestie osobowości?

Na naszej dziecięcej półce pojawiły się ostatnio takie nowości:



Jedna zachwyca ilustracjami (jak to wydanie Calineczki), inna wciąga historią (np. Detektywi na tropie).


A jak było z Wami? Co spowodowało,że czytacie więcej niż przeciętny Kowalski?

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Jeden dzień - recenzja



Aktor, o którym mówię w filmie to Jim Sturgess ;-)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

"Nagrody" E.Segal - wspaniała podróż po Nobla


"Nagrody" leżały na mojej półce dobry rok ( a może więcej? ). Jaka byłam głupia! Tak długo kazać im czekać? Okazało się,że to książka idealna dla mnie.

Poznajemy w niej sylwetki kilku naukowców, których działania zmierzają ku jednej nagrodzie- nagrodzie Nobla. Każdy z nich jest zapracowanym pasjonatem, geniuszem w swojej dziedzinie. Jeden pracuje nad powstrzymaniem starzenia się komórek, inny próbuje rozwinąć wstępne tezy Einsteina (ostatecznie je obalając), kolejny stara się odnaleźć lek na chorobę Huntingtona.
Co ich łączy? Pasja i komplikacje w życiu osobistym.
Segal bardzo wiele miejsca poświęcił na opis pracy badawczej tych ludzi,ale urozmaicił to o ich prywatne życie ukazując tym samym wiele wymiarów tak ciężkiej,wymagającej poświęceń pracy. To sprawiło,że każdy naukowiec był mi jeszcze bliższy i sama nie mogłam się zdecydować któremu dałabym tę największą nagrodę.

Najbardziej zainteresowała mnie historia Isabel - dziewczynki, która już w wieku 12 lat rozpoczęła studia na prestiżowej uczelni a mając niewiele więcej zmierzyła się z teoriami Einsteina. Nie muszę chyba pisać jak ogromne zainteresowanie mediów tym wzbudziła ?:) Jej wątek pięknie ukazuje rolę rodziców w kształceniu dzieci oraz błędy,które każdy z nas może popełnić.

Książka ta spodobała mi się nie tylko dlatego,że tematyka jest ogólnie mi bardzo bliska ale też przez zdolności samego autora. Nic w całej tej historii nie było przewidywalne.Wątki naukowe były równie fascynujące co prywatne życie tych ludzi.
Często mam problem z zakończeniami książek. Tym razem żałowałam,że ktoś nie zrobił mi zdjęcia gdy czytałam ostatnią stronę :) Oczy jak spodki, usta otwarte ,heh.

Żałuję,że ta książka się skończyła i z nadzieją patrzę na inne tego autora.
A Wam z czystym sumieniem polecam.

sobota, 26 listopada 2011

Dziś krytycznie... "Księżniczki z różnych stron świata"


Muszę być z Wami szczera i choć zastanawiałam się czy w ogóle tę recenzję publikować to jednak się zdecydowałam.

Wydawnictwo Wilga przesłało mi tej jesieni wiele wspaniałych książek. W ogóle bardzo cenię sobie ich wydania ale trafiła się też TA książka.

To książka opowiadająca w założeniu o księżniczkach z różnych części świata (także magicznego). Idea świetna bo mała dziewczynka przestaje dzięki niej kojarzyć księżniczki wyłącznie z produkcją Disneya. I to by było na tyle z plusów... Podsumowując plusy - zamysł świetny.

Muszę teraz przejść do tej gorszej strony a zacznę od wyglądu.

Format książki (31x31) na początku wydawał mi się genialny. Młoda była oczarowana wielkimi, kwadratowymi stronicami. Okazało się jednak,że o ile wizualnie robi wrażenie to w praktyce jest... niepraktyczny. Na półce się nie mieści więc jest to jedyna książka,która towarzyszy misiom na regale z zabawkami. Ponad to ciężar książki skutecznie odstraszył Olimpię od chodzenia z nią ( a jak wiadomo dzieci lubią wędrować z kąta w kąt i szukać swojego miejsca) i wgłębiania się w szczegóły. Odpuściła ostatecznie gdy książka spadła jej na stopę.

Kolejny minus, dla mnie największy z możliwych - treść. Skoro są to opowiadania o księżniczkach to oczekuję historii,którą dziecko zrozumie,zlokalizuje w świecie, wyobrazi sobie... A do każdej księżniczki mamy tylko kilkanaście zdań,w których zawarta jest cała historia. Opowiadania są tak pospiesznie "sklejone" ,że przy pierwszym zapoznawaniu się z książką myślałam,że w wydaniu brakuje stron- gdzie początek? Gdzie wprowadzenie? Po dokładniejszej analizie stwierdzam,że tekst ten to nic innego jak opis ilustracji (np. początek "Papierowa parasolka rzuca cień na naznaczoną wielkim smutkiem twarz księżniczki Kasumi. Porcelanową cerę Japonki zdobią niezdrowe rumieńce" ... " ...kurtyna milczenia.)
Ja, dorosła, nie potrafiłam w tak krótkim czasie uruchomić wyobraźni. Ale od czego mamy obrazki??

Ilustracje... nie powalają. Może rozpieścił mnie Zdenko Basic oraz Maciej Szymanowicz i sądzę,że to moje subiektywne odczucie,ale jeśli mam przed sobą TAKI format to chciałabym powzdychać patrząc na obrazki (skoro tekstu jakoś mało...)

Cóż mogę więcej dodać... Wg mnie coś poszło nie tak choć nie wątpię,że znajdą się rodzice,których ta pozycja zachwyci. Jak wiadomo moje opinie są absolutnie subiektywne i tak czy siak należy przekonać się samemu czy balianna wymyśla czy też tym razem trafia w sedno.

czwartek, 24 listopada 2011

"Alicja w Krainie Czarów" - drogi prezent, szczególny prezent.


Nowe wydanie Alicji w Krainie Czarów pewnie większość z Was miała okazję gdzieś zobaczyć.Wszystkim się podoba, ale narzekają na cenę.

A teraz wyjaśnię krótko dlaczego ja bym na tę cenę tak nie narzekała :)

Zacznijmy od początku. Gdy pierwszy raz zobaczyłam Alicję... oniemiałam z zachwytu.Po chwili wyrzuciłam młodą z pokoju i sama zaczęłam rozkoszować się tym...arcydziełem? Tak. Dobre słowo.
Każda strona w tej książce "żyje" i pozwala dziecku jeszcze lepiej wejść w świat Alicji.
Młoda uwielbia tę książkę. Mamy ją w domu już dłuższy czas i widzę,że zainteresowanie nią nie słabnie. Cały czas odkrywamy w niej kolejne szczegóły.
Elementy "interaktywne" takie jak rosnąca Alicja, znikający kot, małe drzwiczki za którymi kryją się niespodzianki itd to strzał w dziesiątkę! Do tego ilustracje,które mogę określić jednym słowem: KOSMOS.
Nieprawdopodobna dbałość o szczegóły, wizerunek postaci zgodny z moim wyobrażeniem w 100%. To nie są zwyczajne obrazki do dobrej historii.
Ilustracje są jakby drugą książką.
Równie dobrze można nie czytać książki a ją oglądać. Coś pięknego.
Dla mnie ta książka ma podwójny wymiar - dziecięcy i artystyczny. Oglądam ją trochę jak dzieło sztuki.

Przejdę więc do kwestii finansów.
Powiedzmy,ze średnia cena książki to 55zł. Dużo. ALE biorąc pod uwagę format, sposób wykonania, dbałość o każdy najmniejszy szczegół stwierdzam,że to cena "do przeżycia". Jeśli chcecie kupić prezent dziecku a macie budżet w okolicy 50 zł to wystarczy ta książka i prezent "zrobiony". Wygląda tak okazale , że nie potrzebujemy do niej nic więcej.
Zabawki się nudzą a Alicja...pozostaje.

Warto też zapoznać się z portfolio ilustratora- Zdenko Basic




środa, 16 listopada 2011

Stos na przyszły czas...


Mam kolorystycznego świra.Przyznaję. Książki muszą stać na półce ułożone kolorami.Wszystkie białe książki były więc w dużym pokoju (tym,w którym przebywam 3/4 dnia). Okazało się jednak,że wśród tych białych większość już przeczytałam albo mnie na ten moment nie interesują. Z bólem serca więc przeniosłam na to miejsce ksiązki,które chcę przeczytać w następnej kolejnosci. Oznacza to,że (i niech blogger będzie mi świadkiem),że wszystko co tu stoi będzie przeczytane w najbliższym możliwym czasie.
I nie pomogą lamenty książek pozostawionych na innym regale. O! Tak przysięgam- JA.

:)