środa, 23 września 2015

"Love, Rosie" - smutna historia o wyjątkowej miłości.



    
Unikam bardzo popularnych książek jak mogę. Uciekam przed spoilerami, masowymi opiniami, „ochami i achami” .  Gdy dym opadnie- biorę (a jakże!), wcinam nałogowo.
„Love, Rosie” pożyczyła mi znajoma z niezbyt zachęcającym komentarzem, że to dziwna lektura bo jest w formie listów. Odłożyłam na półkę i leżała kolejne 2 tygodnie łkając do mnie za każdym razem gdy wybierałam inną do czytania. Nadszedł jej czas i…. przepadłam. Zniknęłam z życia na dwa dni. Chyba za to kocha się  książki? …

Na początku poznajemy dwoje kilkulatków – Alexa i Rosie, których łączy niebanalna więź,przyjaźń o jakiej wielu może tylko marzyć.(W tym miejscu od razu przypomina mi się przyjaciółka z dzieciństwa, za którą skoczyłabym w ogień. Żyłyśmy dla siebie, kupowałyśmy te same chipsy, wafelki, słuchałyśmy the Kelly Family i rozpaczałyśmy gdy jedna musiała się wyprowadzić.)
Takie porozumienie dusz nie zdarza się często, o ile w ogóle jest możliwe między chłopcem a dziewczynką. Dorastają, dojrzewają ale cały czas są razem- nierozłączni.
 Pojawiają się pierwsze miłości, zazdrości i niepowodzenia, które wzbudzają w obojgu coś, czego nie potrafią lub boją się określić.
Kiedy Alex dostaje się na prestiżowe studia a Rosie przytłaczają niespodziewane życiowe obowiązki coś się kończy. Pozornie.
Każde z nich prowadzi od tego momentu własne życie o czym dowiadujemy się czytając nieraz śmieszne a innym razem dramatyczne listy do siebie. Alex zostaje lekarzem, Rosie walczy o spełnienie marzeń i choć funkcjonują w zupełnie odmiennych światach, cały czas rzucają na siebie nawzajem cień nie mogąc uwolnić się od podstawowego pytania- a co by było gdyby?
Czytelnik ma ochotę krzyknąć bo za każdym razem gdy już wydaje się, że sprawa przestanie być tak skomplikowana pojawia się kolejna przeszkoda lub nietrafiony wybór.
Ta książka nie jest z założenia smutna , to świetna, lekka lektura a mimo to była jedną ze smutniejszych historii jaką czytałam. Jak żyć by spełniając marzenia nie zgubić sedna a jednocześnie nie obudzić się 30 lat później w tym samym miejscu?
Skąd wiedzieć czy obrana droga jest tą, w której możemy być najszczęśliwsi? Czym właściwie jest to „szczęście”? 

To jest piękna i niesamowicie wciągająca historia o odkrywaniu samego siebie, o poznawaniu innych, sztuce kompromisów i realizacji swoich celów.
 Jeśli szukacie książki, która  pochłonie Was , rozbawi , wzruszy i pozostawi refleksje – POLECAM.

6 komentarzy :

Jim Jop pisze...

Nie czytałam tej książki, ja też omijam te najpopularniejsze. Ta recenzja mnie jednak przekonuje i postaram się sięgnąć.

Balianna pisze...

Z czystym sumieniem polecam :)

Sylwia pisze...

Bardzo mile wspominam lekturę "Love, Rosie", a i film bardzo przypadł mi do gustu. :)

PannaKac pisze...

Nie oglądałam, nie czytałam. Czekam na ten konkretny nastrój, bo wydaje mi się, że do tego typu historii potrzebny jest odpowiedni klimat. I wydaje mi się, że prędzej sięgnę po film, bo książki zwyczajnie u siebie nie mam i zakupu - póki co - nie planuję.

Pozdrawiam,
Po Książkach Mam Kaca

Balianna pisze...

PannaKac - oglądałam film wczoraj i bardzo mnie zawiódł. Nie ma klimatu książki, większość wątków pominięto i sprowadzono do hollywoodzkiej wygody.Zakończenie w ogóle straciło w filmie sens. Nie oglądaj... szkoda by było :)

little black pisze...

Bardzo mi się podobała, chociaż czasami brakuje zwykłych dialogów prawda? :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka